Relacja - RZR 2010

CookiesAccept

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

Towarzystwo Cyklistów w Jaktorowie

VII Rodzinny Zlot Rowerowy szlakiem przodków … Jaktorów – Żelazowa Wola 2010
Tym razem relację z wyprawy przedstawiamy dzięki uprzejmości jednego z uczestników - Łukasza Horbota z Mszczonowa. Informacja ta została uzupełniona wykazem sponsorów oraz listą osób, które otrzymały wyróżnienia regulaminowe.

***

W piękną, słoneczną niedzielę, (nie) pechowego trzynastego dnia czerwca odbył się kolejny rajd rowerowy w Jaktorowie. Tym razem w formie zlotu tj. każdy z uczestników jechał indywidualnie, choć jak okazało się w trakcie jazdy, wszyscy jechali mniej więcej w jednej grupie.
Nasz zespół liczył w tym roku 4 osoby. Mało brakowało, aby brat Paweł w ostatniej chwili się wycofał, ale na szczęście zrozumiał, że tej imprezy nie wolno nam przegapić.
Oczywistym powodem było to, że jest to nasz ulubiony i najlepszy rajd w okolicy. Drugim powodem było to, że przecież na rozdaniu nagród z konkursu fotograficznego z wyprawy do Wojciecha Siemiona w Petrykozach, to my podsunęliśmy pomysł, aby tegoroczny rajd, z powodu roku Chopinowskiego (200-lecie urodzin), odbył się do Żelazowej Woli.
Wyjazd od samego początku zapowiadał się ciężko. Nie było to spowodowane długim dystansem (65km samego rajdu), ale zmęczeniem w końcówce tygodnia wywołanym zbyt intensywną pracą. Mimo to udało nam się wstać i podjąć wyzwanie.
Po dojeździe do Jaktorowa zostałem zasypany pytaniami typu: „gdzie jest start?”, „czy zdążymy załapać się na darmową koszulkę?”. Na szczęście na skrzyżowaniu był transparent rajdowy z miejscem startu. Wpisałem ulicę w nawigację (w telefonie) i zaraz trafiliśmy. Byliśmy chyba jednymi z ostatnich, którzy przyjechali na tę imprezę.
Dostaliśmy okolicznościową koszulkę, mapę przejazdu, nalepki na rowery oraz karty uczestnika zlotu, na których znajdowała się informacja o konkursie fotograficznym.
Na trasę ruszyliśmy tuż po godzinie 9.00. Nie spojrzałem na mapę, więc już na początku pojechaliśmy ulicą Pomorską na wprost, zamiast skręcić w ulicę Ostatniego Tura do drogi na Baranów. Troszkę się zakręciliśmy, a z nami dwie przypadkowe dziewczyny, które też się spóźniły i pogubiły. Zapytałem medyka z karetki „którędy mamy jechać?”. Poradził, aby zaraz skręcić w lewo na płyty, które troszkę nas wymęczyły, ale dotarliśmy nimi do właściwej trasy.
Droga z Jaktorowa do Baranowa była bardzo męcząca, ponieważ musieliśmy gonić peleton, jednocześnie zmagając się z silnym zachodnim wiatrem. W pewnym momencie podjechał do nas samochód, a w nim główny organizator, który powiedział, że w Kaskach będzie podawana woda do picia. Po drodze jeden z uczestników rajdu słuchał radia, a nasza „grupa” przejeżdżając koło niego zaintonowała wspólnie refren piosenki „...w dzień gorącego lata”, co nas bardzo rozbawiło.
W Kaskach zatrzymaliśmy się na chwilę, by uzupełnić płyny w organizmie. Podobnie uczynili to innymi uczestnicy zlotu. Niebawem ruszyliśmy dalej, bo o godzinie 12-tej czekała na nas uczta dla ducha.
Droga do Żelazowej Woli prowadziła przez Teresin koło młynów szymanowskich, do skrzyżowania z sygnalizacją świetlną w miejscowości Topołowa na trasie poznańskiej. Odcinek od Teresina był dla mnie pierwszym, nieznanym etapem. W wiosce Stare Paski oraz Skarbikowo zrobiliśmy sobie zdjęcie. Nawierzchnia była coraz gorsza, ale tempo przejazdu dość szybkie.
W pewnym momencie, jakaś grupka uczestników zapytała nas czy nie mamy pompki. Jak się okazało, jedna pani złapała gumę i dołączyła wraz z rowerem do samochodu serwisowego, który zamykał stawkę uczestników zlotu.
Podczas pokonywania trasy mój brat Paweł zagadywał ludzi pytając „jak się podoba rajd?”, „jak zdrowie?” itp. Jedna starsza pani bardzo się ucieszyła, że się nią zainteresował, bo wymęczyła ją kolejna górka. Osobiście jestem pełen podziwu dla niektórych osób, uczestniczących w tym zlocie. Byli to w większości ludzie dużo starsi od nas, którzy poruszali się na rowerach zakupionych przed naszym urodzeniem. Mimo tego ważne jest ich zamiłowanie do roweru a może identyfikowanie się z rajdami organizowanymi przez Towarzystwo Cyklistów w Jaktorowie? Być może chcieli się sprawdzić i pedałując nie poddawali się przeciwnościom, a przy tym uśmiech nie schodził z ich twarzy. Niektórzy z nich nie opuścili dotychczas żadnego rajdu.
Żelazowa Wola przywitała nas pięknym zjazdem z górki, na którym osiągnąłem prędkość 48km/h. Przez to zapomnieliśmy zrobić zdjęcie z tablicą miejscowości. Nasz „zlotowy obóz” znajdował się na parkingu przy głównym skrzyżowaniu. Mieliśmy wyznaczone miejsce na łące, za stodołą.
Pierwszym problemem po przybyciu była konieczność zostawienia rowerów, aby pójść na zwiedzanie parku i dworku. Mieliśmy obawy o sprzęt. Jak się za chwilę okazało organizatorzy byli przygotowani by nas upewnić, że będzie wszystko pod kontrolą. Poinformowano też uczestników zlotu, że warunkiem wejścia do parku w Żelazowej Woli będzie noszenie koszulki rajdowej. Był to nasz znak rozpoznawczy. Na teren parku wchodziliśmy główną bramą prawie jak VIP-y.
A czego tam nie było. Cuda, cudeńka, cudy i dziwy. Zauważyłem, że od mojej ostatniej wizyty park przeszedł rewitalizację. Prawie wszystko się zmieniło, zostało uporządkowane, wyczyszczone i wypięknione.
Teren wyglądał jak nowy. Słońce podkreślało wszystkie walory parku. Pogoda była bajeczna, a i towarzystwo super. Idąc główną ścieżką słychać było koncert fortepianowy, który rozlegał się z głośników umieszczonych przy ławkach, wzdłuż dróżki. Przy dworku zaczepiły nas trzy bardzo miłe, starsze panie, które przyjechały tu rowerami z Warszawy i pytały skąd jest nasza grupa. Okazało się, że są to doświadczone rowerzystki, a jedna z nich pochodziła ze Mszczonowa. Następnym etapem wycieczki po parku było zwiedzanie posiadłości i robienie mnóstwa zdjęć na tegoroczny konkurs fotograficzny. W międzyczasie udało nam się zwiedzić dworek, w którym mieszkał Fryderyk Chopin. Przy wyjściu z parku skorzystaliśmy jeszcze z darmowej, czyściutkiej toalety.
Dalej udaliśmy się na zakupy po pamiątki z Żelazowej Woli. Zaraz po dotarciu do „bazy zlotu”, ogłoszono, że można się częstować chlebem ze smalcem oraz ciepłą kiełbaską. Po przekąsce poprosiliśmy o jeszcze jedną. Następnie, kiedy mieliśmy się już po woli się zbierać do powrotu zauważyliśmy, że organizatorzy rozdają latawce oraz kamizelki odblaskowe PZU SA. Wręczano też jak zawsze dyplomy dla najstarszego uczestnika, dla uczestnika, który przyjechał z najdalszej miejscowości (Wrocław), dla najliczniejszej rodziny, czy reprezentantów danej firmy.
Chwilę później zaczął się konkurs wiedzy o Fryderyku Chłopinie oraz niespodziewane losowanie „fantów”. W losowaniu udział brał każdy, bo każdy na początku imprezy musiał wypełnić i oddać kartę uczestnika zlotu. Nagrodą główną był miś, którego pozostawiono, jako główną atrakcję na koniec losowania. Szczęśliwym wygranym pluszaka okazał się jeden ze strażaków z OSP w Międzyborowie. Innymi nagrodami do wyboru były książki tematycznie związane z Fryderykiem Chopinem, a także czapeczki sponsora MAPEI, piórnik oraz… jeszcze coś.
Każdy z naszej grupy miał nadzieję na wygraną. Brat Paweł nawet zdjął rękawiczki rowerowe, aby przygotować się do odbioru niespodzianki. W pewnym momencie pomyślałem, że pewnie nic nie wygramy i nad czymś się zamyśliłem. Naglę słyszę przez mikrofon głos pana Tadeusza Murzyna: „Łukasz, wygrałeś kredki”. Ucieszyłem się i odebrałem śmieszną nagrodę. Kolejny raz tego „trzynastego” miałem szczęście.
Po rozdaniu wszystkich nagród, „fantów „ i po podziękowaniach dla sponsorów ok. 15: 30 ogłoszono zakończenie tegorocznej imprezy. Przed odjazdem do domu podziękowaliśmy organizatorom za wspaniały zlot rowerowy oraz zrobiliśmy wspólne pamiątkowe zdjęcie.

***

W tegorocznym zlocie do Żelazowej Woli wzięło udział ok. 130 rowerzystów, którzy przybyli m.in. z Warszawy, Grodziska Mazowieckiego, Żyrardowa, Mszczonowa, Sochaczewa, Radziejowic oraz z terenu gminy Baranów i z gminy Jaktorów. Najmłodszymi uczestnikami zlotu zostali Marianna Mikiewicz (Warszawa) i Jakub Jaremczuk (Jaktorów).Seniorzy zlotu to Zofia Kulis i Czesław Oracki - oboje z Chylic Kolonii. Najliczniej reprezentowaną rodziną wśród uczestników zlotu była familia Jadczak z Jaktorowa. W kategorii „zakład pracy” zwyciężyła trzy osobowa reprezentacja Spółdzielni Farmaceutycznej Unia w Warszawie. W kategorii „najliczniej reprezentowana klasa szkolna” dyplomu i nagród od dwóch lat nie wręczono. W kategorii tegorocznych zaręczonych dyplom uczestnika zlotu oraz nagrodę książkową odebrali Aleksandra Franków i Łukasz Mitek. Ponadto Łukaszowi Mitkowi z Wrocławia wręczono dyplom dla uczestnika, który przybył na zlot z najodleglejszej miejscowości. Towarzystwo Cyklistów w Jaktorowie dziękuje wolontariuszom, którzy logistycznie wspierali tegoroczną imprezę: pilotowi na motocyklu Janowi Słomczyńskiemu, druhom z OSP w Międzyborowie, którzy sprawnie zabezpieczyli newralgiczne punkty trasy, Mirosławowi Strzemiecznemu-, który użyczył samochodów do przewozu osób i do transportu technicznego. Opiekę medyczną sprawowali Leszek Strzemieczny i Katarzyna Franków. W imieniu wyróżnionych i nagrodzonych TCJ dziękuje sponsorom wyprawy do Żelazowej Woli, którymi byli: Starostwo Grodziskie, Gmina Jaktorów, Firma Transportowa DARTOM, Grupa PZU S.A., Apteka Omega w Jaktorowie, Firma budowlana Mini Max - Mirosława Strzemiecznego, Transport Sanitarny Leszek Strzemieczny, Firma Reklamowa Zyg-Zak. Pragniemy też podziękować wszystkim uczestnikom, biorącym udział w VII Rodzinnym Zlocie Rowerowym z Jaktorowa do Żelazowej Woli, którzy w ten sposób uczcili pamięć wielkiego kompozytora, ponadczasowego ambasadora Polski i polskiej kultury w wymiarze światowym.


Tadeusz Murzyn – prezes Towarzystwa Cyklistów w Jaktorowie

GALERIA